RSS
środa, 26 stycznia 2011
Degradacja
Są ludzie, którzy uważają ze lekarz, który rezygnuje z pracy w szpitalu na rzecz przychodni godzi się na swoistą degradację. Że lekarza w przychodni sie nie szanuje.
A mi taka praca sprawia przyjemność. Nie wiem tylko czy jest to kwestia tego że w szpitalu atmosfera jest fatalna, jest mobbing, wszyscy na siebie warczą, a w przychodni czuję się szanowana, szefowa rozmawia ze mna po partnersku i jest dobrym człowiekiem. Niewątpliwie ma to duże znaczenie.
Od siedmiu lat obserwuję degradację mojego szpitala. Siedem lat temu był oddział reanimacji dziecięcej, pracowało wielu dobrych specjalistów. W ciągu siedmiu lat szpital został sprowadzony do roli takiego zwykłego szpitalika powiatowego od leczenia biegunek i zapaleń płuc. wszystko co wymaga choć trochę zachodu- wysyła się do wyżej specjalistycznych ośrodków- a jeszcze siedem lat temu leczyło się naprawde ciężkie choroby, choćby dlatego że było zaplecze w postaci reanimacji! Dyrektor nie uznał za słuszne podtrzymywać tego oddziału, nie uznał za słuszne zatrzymać wielu dobrych specjalistów. w ciągu siedmiu lat odeszło wiecej niz połowa zespołu, dobrych specjalistów z nadspecjalizacjami- poszli w prywatne gabinety i do innych szpitali (dojeżdzaja po 40-50 km). Dyrektor nie uważa żeby szpitalowi stała się jakaś krzywda. Ci co zostali- nie chce im się juz czegokolwiek robić, nawet ze zwykłej ciekawości i dociekliwości. Nie ma pieniędzy, nie ma chęci, a diagnozę mozna przeciez wymyślic z kosmosu. Wydaje mi się ze w tej sytuacji odejście do przychodni juz nie jest degradacją. szczerze mówiąc- przez ostatnie dwa lata w przychodni miałam więcej "ciekawych przypadków" niż w szpitalu. I potrafię te dziweci wysłac prosto do kliniki, nie mam "fobii klinicznej"- i diagnostyka idzie szybciej. Omijam szpital tutejszy.
Trzy tygodnie temu po raz kolejny wypadł mi dysk- oczywiście po miesięcznej, koszmarnej awanturze z dyrektorem i lęku o zwolnienie z pracy (i zablokowanie specjalizacji). Mój ordynator i kierownik specjalizacji przyjął do wiadomości że ide na zwolnienie, nie pytając nawet jak się czuję. Moja szefowa z przychodni dzwoniła do mnie cztery razy dziennie jak się czuję- zreszta w ciagu kilku godzin zorganizowała mi pomoc, pielęgniarki, dostałam blokady (tak bolało że darłam się o morfinę.....)- byłam w szoku że mozna rowniez w ten sposób. Nie musiałam się martwic o druki zwolnienia, o recepty, o nic. Wszystko zostało przywiezione do domu. Taka to różnica w relacji z dwoma szefami- i chyba nie jest juz dziwne dlaczego podjęłam te decyzję (musze tylko jeszcze kilka miesięcy znieść duszną atmosferę szpitala z drobnymi złośliwościami na każdym kroku). Nie nazwałabym tez tej decyzji degradacją.

Szkoda tylko ze w międzyczasie kompletnie się zdekompensowałam psychicznie. 5 lat udało się wytrwać bez leków. Niestety- do konca kariery szpitalnej bez wsparcia farmakologicznego- nie dam rady.
20:35, loneliness77
Link Komentarze (7) »
piątek, 17 grudnia 2010
Jak wygląda przykładowy mobbing
Rodzajów mobbingu w "służbie" zdrowia jest wiele. Jednym z nich jest stosowanie szantażu wobec młodych lekarzy, którzy są w trakcie trwania specjalizacji.
Przykładowo lekarz robi specjalizację z tzw etatu (co jest jedyną drogą osiągnięcia specjalizacji jeśli nie ma miejsc rezydenckich, lub sa zajętę przez dziatwę profesorską). Dyrektor szpitala zatrudnia specjalizanta na etat, daje mu najniższą pensję, jednocześnie zobowiązuje do pełnienia dyżurów- nie trzech, jak przewiduje program specjalizacji, a np dziesięciu. Lekarz rzecz jasna się godzi, bo co może zrobić. Specjalizację zrobić musi, bo bez niej jest nikim (studia medyczne nie trwają 6,7 lecz około 12 lat). W ramach specjalizacji lekarz musi robić różne staże wyjazdowe, o czym dyrektor dobrze wie zatrudniając specjalizanta. Niemniej zatrudnia go, bo wie ze będzie mieć wyrobnika vel "murzyna", po którym może jeździć odpowiednio pozwalając na wyjazd na staż, lub nie. Problem zaczyna się, jeśli tym lekarze jest kobieta która w trakcie trwania specjalizacji rodzi dziecko. W kraju o polityce teoretycznie prorodzinnej lekarka nie ma prawa chcieć poswięcic czas swojemu dziecku, mimo że ustawa jej to umożliwia. Owszem- ale wtedy jest regularnie bluzgana przez dyrektora, koleżanki (matki dorosłych juz dzieci) i wszystkich innych zainteresowanych. Lekarskie dzieci nie moga mieć rodziców, a juz na pewno nie rodziców w trakcie specjalizacji. Dyrektor przyjmuje do wiadomości jakie sa prawa matki dziecka do lat czterech, mówiąc jednocześnie że "bezuzytecznego pracownika mogę w każdej chwili zwolnić". Jeśli nie zwolnić, to przynajmniej zacząć "nie wyrażać zgody" na jakikolwiek wyjazd na staż, tym samym uniemożliwiając odbywanie specjalizacji.
Moja obecna pensja wynosi "na rękę" 1900 zł. Dowiedziałam się ze nie dostane podwyzki ponieważ "nie chcę współpracować z dyrekcją".
17:38, loneliness77
Link Komentarze (7) »
czwartek, 09 grudnia 2010
Właściwie użyte słowo
Przyjęłam mamę z noworodkiem na Oddział. Maluch jest chory, wiadomo że ma zespół genetyczny, nie wiadomo jeszcze jakiego rodzaju, ale na pewno będzie wymagał stałej opieki medycznej. Rozmawiam z mamą i pytam sie jej czy chłopczyk jest jej pierwszym dzieckiem.
"Nie, wczesniej jeszcze było poronienie w ósmym tygodniu".
Pytam więc czy wiadomo dlaczego w czasie poprzedniej ciąży dziecko zmarło, dlaczego doszło do poronienia.
Mama przez chwilę nie odpowiadała, po czym zaczęła płakać.
"Pani doktor, pani jest pierwszym lekarzem, który zapytał o moje dziecko a nie o zarodek czy ciążę".
Nic nie powiedziałam. Rzeczywiście, dla mnie poronienie w ósmym tygodniu ciąży to identyczna strata dziecka jak w późniejszym terminie- nie umiałabym nazwać tego innymi słowami. Skoro jednak byłam pierwsza osobą która o ośmiotygodniowym dziecku tej mamy powiedziała "dziecko" nazwała je człowiekiem, dzieckiem- to przykre. Mozna mieć różne poglądy na kwestię rozwoju człowieka podczas ciąży- ale nawet mając inne poglady powinno się uszanować prawo matki do poczucia straty dziecka. Empatia to również dobór odpowiednich słów.
19:59, loneliness77
Link Komentarze (2) »
środa, 27 października 2010
Trochę nerwowy
Czternastolatek do diagnostyki bólów brzucha. W domu sytuacja "dość trudna" bo ojca nie ma, ośmiosobowa rodzina w trzech pokojach. Taka norma mojego miasta. W badaniach endoskopowych ogromny wrzód dwunastnicy, liczne zmiany nadżerkowe. To chyba drugi wrzód u tak młodego człowieka jaki widzę w ciągu dziesięciu lat pracy na Oddziale. Rzadkość w tak młodym wieku.
Chłopiec mówi ze "czasem się denerwuje" ale w szpitalu ogolnie czuje się całkiem dobrze, nie wie dlaczego w domu czasem "coś" go napada i wpada w agresję. Nic nikomu nie robi, po prostu denerwuje się, kłóci bez powodu. Rozmawia ze mna o samochodach, ktore sa jego pasją. Ma czternaście lat- rozmawiam z nim jak z dorosłym, dojhrzałym partnerem do rozmowy. Jakby nie z dzieckiem. Spokojny, trochę smutny ale miły, grzeczny, uprzejmy. W szpitalu nie ma dolegliwości. Odpoczywa.
Ojca w domu nie ma. Ojciec siedzi w więzieniu, poniewaz ma wyrok za stosunki kazirodcze z córką (czyli siostrą mojego pacjenta). Siostra ma dziecko, ktore jest jednocześnie bratem i siostrzeńcem chłopca. Matka wychowuje to dziecko jako "swoje". Wszyscy mieszkają razem.
Prawie normalna rodzina. Nie ma powodów do stresu.
22:42, loneliness77
Link Komentarze (1) »
środa, 25 sierpnia 2010
Smutna godzina
Po dwóch latach obijania sie po przychodniach powrót na stały etat jest ciężki. Bardzo ciężki. Wszystko się zmieniło: gorsza dyżurka, brak widoku za oknem (widok na dach pogotowia), częściowo zablokowany internet (portale społecznościowe, których i tak nie otwieram, więc mnie to wali), trzy razy więcej papierów bo jest ISO i WYBITNY WZROST ZAUFANIA do mojej osoby, co objawiło się tym iż dzień powrotu po dwóch latach na oddział był jednocześnie dniem kiedy moja ordynator udała się na urlop, zostawiając mnie z wszystkim SAMĄ. Wcześniej miała poczucie że oddział bez niej zapadnie się w grunt- widać przeszło. Na moje nieszczęście. Już w pierwszych dniach odbyłam niemalże tradycyjną awanturę z chirurgami- chłopczyk, ostry brzuch w badaniu, smolisty stolec, brak perystaltyki, po trzech godzinach od wysłania na konsultację telefon: "ale ja wam go odeślę, bo ja nie widzę objawów chirurgicznych, może on ma jakąś pediatryczną chorobe (przez trzy dni został przediagnozowany na wszystko), a wogóle to ja nie wiem" " Tzn doktor odmawia przyjęcia??" " A co ja mogę... to co, może ja mu mam RTG zrobić? Co? Zrobić mu RTG??" Wyszło n to że ja chirurgowi mówię że ma zrobić RTG, o dziwo- w RTG takie poziomy płynów że doktor nie kłopotał się juz kolejnym telefonem bo chyba głupio by to brzmiało, że pacjenta z obrazem chirurgicznym odsyła z chirurgii, bo nie bardzo mu się chce. Nic się nie zminiło!! Hurraa, witamy na powrót w szpitalu, jest certyfikat ISO ale nic się nie zmieniło!!!!
Kolejny telefon był na policję bo nieletni narkoman zwiał, więc NAPRAWDĘ NIC  sie nie zmieniło.
Może tylko ja - trochę.
22:19, loneliness77
Link Komentarze (1) »
piątek, 23 lipca 2010
POLECAM
Polecam artykuł:
http://www.medonet.pl/zdrowie-na-co-dzien,artykul,1618758,1,wiedza-na-wage-zycia,index.html
12:46, loneliness77
Link Dodaj komentarz »
środa, 21 lipca 2010
Grunwald horror
Największe medialne widowisko 2010 roku (poza nieplanowanym pogrzebem...) stało się największą medialna kichą, jakiej w tym kraju jeszcze nie widziano. A szkoda.
Grunwald 2010 pozostanie w mojej pamięci do końca życia, i w domu, zamiast słowa "masakra", "Sajgon", "horror" będziemy mówic po prostu Grunwald- i wszyscy wiedzą o co chodzi.
Szczęście miałam będąc w Chorągwii, czyli będąc uczestnikiem- dzięki temu miałam dostęp do Tojek. Do wody (chociaż było jej mało). Do cienia pod namiotami. Ale to jest niezbędne minimum. Do czwartku było nawet sympatycznie, niestety, przyjazd oficjeli w czwartek wyglądał tak, że ci, którzy robią klimat całej imprezy, zostali odgrodzeni od VIPów taśmą. I tyle. Nikogo nie widziałam za czarnymi szybami auta, a turniej, wg TVP odbywający się przez prezydentem, w rzeczywistości odgrywał się i później, i gdzie indziej. Ale co tam.
Sobota, tego chyba nie muszę opisywać, gazety napisały wszystko co mozna było w tej kwestii. Po raz pierwszy bałam się o życie swoje i małego- utknęliśmy w korku o godz. 15-tej, o 17tej nadal staliśmy w tym samym miejscu. Podjęłam karkołomną decyzję- wózek z auta, młody do wózka i idziemy. 20 km do naszej agroturystyki (druga opcja to było zostać pod namiotami- ale wg prognoz miała być nawałnica, ja bez jedzenia dla młodego, wody nie ma w obrębie kilku kilometrów, jeden pampers w torbie). Tyle słów na k... i ch... co usłyszałam po drodze chyba za cały swój zywot nie usłyszałam. Komentarze "nie chodzi się prawą stroną!"- tylko, niestety po lewej zastawili autami pobocze, miałam im po dachach wózkiem pojechać? Po 8 km w wełnianej sukni z długimi rękawami, średniowiecznych butach made by S. Rokita, zaczęłam mieć zaburzenia elektrolitowe, mimo picia duzych ilości Żywca. Żywiec jest niskomineralizowany- za nisko na ten upał. Poza tym zostawiałam wodę dziecku. Oddałam mu też swoje wafelki, do dzisiaj ma po nich sraczkę, ale przynajmniej coś zjadł. Na 10 km droga zaczęła się przerzedzać, a przynajmniej płynność ruchu zaczęła się polepszać. Niestety, moja komórka padła z gorąca, więc nie mogłam nawet męża powiadomić o tym radosnym fakcie. Zaczęłam łapać okazję- ludzie wystawiali ręce z aparatami żeby zrobić nam zdjęcie, ale zatrzymać się to już nikomu nie chciało. Szłam więc dalej, w upale (pobocze bez drzew) doszłam do Gierzwałdu, a jakże. Tam dopiero przypadkowi ludzie spytali czy mnie gdzieś nie podwieść- musiałam chyba wyglądać jak własne zwłoki. Nawet jakoś ten wózek wepchali do auta... Jeśli przypadkiem czytają ten wpis- LUDZIE, URATOWALIŚCIE NAM ŻYCIE I NIGDY WAM NIE ZAPOMNĘ TEGO BEZINTERESOWNEGO GESTU!!!!! Synek miał się nieźle, ale ja zdecydowanie gorzej.
Przez 15 km mojej wędrówki nie zobaczyłam ANI JEDNEGO POLICJANTA, ANI JEDNEGO FUNKCJONARIUSZA. Kiedy tylko dotarłam na kwaterę, podładowałam telefon zadzwoniłam do policji z Ostródy z pytaniem co zamierzają zrobić z tym bajzlem, po czym usłyszałam "organizator imprezy nie wystąpił do nas o zabezpieczenie policyjne". Tak, więc neich się te 100 tys ludzi samo martwi co i jak, niech się tam pozabijają najlepiej- nie ma pisma, nie ma problemu.
Ślubny dotarł po 7miu godzinach.
Lubię jeździć na imprezy rekonstrukcyjne. Chciałam pokazać mężowi, jakie to "fajne" przezycie to teraz mam za swoją głupotę. Za dobrze oceniłam organizatora, uznając że skoro 10 lat się przygotowywał na obchody i tyle wywalił kasy na promocję to chyba zdaje sobie sprawę z ewentualnych konsekwencji. Otóż nie. Naiwnych nie sieją. Buty zdały egzamin, organizator i policja- NIE.
22:50, loneliness77
Link Komentarze (4) »
wtorek, 01 czerwca 2010
.
Niektóre choroby maja okresowe zaostrzenia. Depresja też. Depresja to taka choroba jak wrzód zołądka, jak astma, jak reumatyzm. I też ma zaostrzenia. Przez wiele lat leczenia nauczyłam się o tym mówić, podobno tak trzeba robić. W odróżnieniu od poprzednio wymienionych chorób jednak nie wystarczy przyjąć małej białej tabletki aby świat był piękny, kolorowy i k.... inny. Jakoś dziwnym trafem mózg nie potrafi zmienić toru jazdy.
Najgorsza jest świadomość że własne dziecko nie cieszy. Trzeba miec uśmiech, żeby się trzymać dla niego..... Może trzeba znów znaleść dobrego psychiatrę... Nie można, jak kiedyś, tłuc głową w ścianę. Nie można. Nie można uciec. Nie można się zapomnieć w bólu. Dobrze że jest chociaż ta świadomość.
Tylko dlaczego to znów tak cholernie boli i nic, absolutnie nic nie pomaga.
23:09, loneliness77
Link Komentarze (5) »
piątek, 14 maja 2010
Krzywda
Nie sądziłam że będę w życiu kogokolwiek tak szczerze nienawidzić. Nie z powodów emocjonalnych.
Nie wystarczy kogoś wywalić z pracy. Nie wystarczy zabrać komuś stanowisko dla czystej zemsty i złośliwości. Trzeba go jeszcze prześladować po Polsce i rozsyłać listy intencyjne na uczelnię "o odebranie licencji" aby przypadkiem nie miał szansy zarabiać po wywaleniu z pracy. Żeby miał więcej problemów niż ma. 
Straszne problemy. Jest bardzo źle.
Nie liczą się umiejętności, fachowość. Na miejsce inzyniera z dyplomem uczelni, z międzynarodowymi uprawnieniami i znajomościa języków przyjmuje się cichaczem ciula po zawodówce z problemem alkoholowym. Pałającego żądzą zemsty. Z tego co zrozumiałam po piętnastu latach. Wcześniej było pijaństwo, jak J. został kierownikiem to rozgonił całe to pijące towarzystwo, zaprowadził porządek. A teraz menda sie mści, rozsyła po uczelniach listy "o odebranie licencji".
To straszne, ale ja przeklinam tego człowieka. Nie ze złośliwości ale za wyrządzona krzywdę. Wielką krzywdę.
Mam nadzieję że to sie nie skończy źle....... J. wraca z Gliwic, jest wściekły - pojechał walczyć o koncesje dla firmy, a zastał "podanie o odebranie licencji". Boję sie aby wrócił szczęśliwie.
09:27, loneliness77
Link Komentarze (3) »
piątek, 07 maja 2010
Dziekuję
Zdarza się w mojej pracy słyszeć słowo "dziekuję". Niewiarygodne- w czasach, kiedy lekarz jest obwiniany o każde zło świata, o deszcz, grad, powódź, złamana nogę i krach na giełdzie- pojedynczy ludzie zauważają że jednak jest inaczej. I dziękują.
Dziwne, bo podziękowania nie są za żadne spektakularne wyleczenia. W prawie wszystkich przypadkach w ostatnich tygodniach podziękowanie zdarzyło mi się za to, ze zamiast szybko, szybko- zaczęłam studiować historie choroby, zatrzymałam się nad pacjentem i zakiełkowała mi w głowie myśl ze może trzeba inaczej podejść do problemu?
Oto dziewczynka 16 lat, leczona przez 5 miesięcy antybiotykami z powodu bólu kolan- bez urazu, nie miała zrobionego zdjęcia tych kolan, USG- jeden lekarz postawił niewłaściwa diagnoze, przepisał antybiotyk, a nastepnie pięciu kolejnych lekarzy bezmyslnie przepisywało diagnozę, leczenie, czego efektem była wielomiesięczna antybiotykoterapia. Z mojej strony- wyłącznie odstawienie antybiotyku, skierowanie do spzitala na diagnostykę, aby sprawe przyśpieszyć wykonałam telefon na oddział umawiając termin. Za wiele pracy w to nie włożyłam. Pacjentka obecnie bez dolegliwości (i bez antybiotyku)- przyszła podziękować.
Druga pacjentka- trzy lata obijająca się po lekarzach (co najmniej czterech) z powodu biegunki- leczona Smectami, Nifuroksazydem- bez efektu. Każdy kolejny lekarz przepisuje te same leki. Po przejrzeniu kartoteki wychodzi mi na to, że biegunka trwa trzy lata (co pacjentka potwierdza). Telefon do kliniki- szybka diagnostyka- wrzodziejące zapalenie jelita grubego. Przez trzy lata niezdiagnozowane. Po przejrzeniu kilku stron w zeszycie POZ rozpoznanie jakby miałam przed oczami. Pacjentka przyszła podziękować.
Cieszę się z tych podziękowań, zastanawia mnie tylko -czy tak trudno czasem wyrwac się ze schematu "przedłużania" diagnozy i leczenia jeśli nam cos nie pasuje? Tylko czy PYTAMY, czy pacjent nas interesuje na tyle aby coś zaczęło nie pasować w obrazie...?
00:06, loneliness77
Link Komentarze (2) »
piątek, 16 kwietnia 2010
Dopiero dziś
Dopiero dziś usiadłam do tego bloga. Wcześniej po prostu nie wiedziałam co mogłabym napisać. Słowa, słowa, słowa....Czy mogłyby coś zmienić?
 
Prawda jest taka że nigdy nie wiemy kiedy spotka nas śmierć. To może być za wiele lat, we własnym łóżku z twarzą pooraną zmarszczkami, a może być jutro rano, w ułamku sekundy. Ocaleli ci, którzy przypadkiem, losowo nie znaleźli się w tym samym punkcie czasoprzestrzeni.
Dlatego trzeba żyć tak, aby stanąć twarzą twarz ze śmiercią bez wstydu. W każdym momencie swojego życia. Zawsze są jakieś niedokończone sprawy. Ale niech to są sprawy materialne, a nie opieszałość w miłości, w czułości, we współczuciu, w wybaczeniu.....

http://www.deon.pl/religia/kosciol/o-slowie-bozym/art,171,10-04-2010-j-20-19-31,strona,1.html
Kazanie z ostatniej niedzieli. Piękne. Polecam.
14:05, loneliness77
Link Komentarze (1) »
piątek, 02 kwietnia 2010
Życzenia na Wielki Piątek
W Wielki Piątek nie składa się życzeń. W dzień śmierci, dzień okrucieństwa, dzień zwycięstwa cierpienia nad życiem nie powinno sie składać życzeń- wesołych, pogodnych. Dziś króluje śmierć. Dzis króluje bezmyślne okrucieństwo.
Dziś ponownie zabiją chłopczyka, ktorego ciało znaleziono w stawie. Dzis ponownie zwyrodnialec zabije trzyletniego Bartusia. Dzis ponownie kobieta zakopie swoje płaczące, nowonarodzone dziecko w ziemi. Dziś po raz drugi morderca udusi siedmioletnią dziewczynką uprzednio ją gwałcąc.
Golgota dzisiejszego dnia jest obok nas. Nie- tam, daleko, w Izraelu. Może obok Twojego domu, może obok Twojego miejsca pracy. Może codziennie przechodzisz obok golgoty naszych czasów. Może obok ciebie zabijają Chrystusa, małego, bezbronnego. Tego nowonarodzonego w Boże Narodzenie, którego połozyłeś kilka miesięty temu w żłóbku. Teraz nie widzisz że jest zabijany. Minął czas choinki i nie widzisz Wielkiego Piątku, nie widzisz Golgoty, choć mijasz ją codziennie. Może idziesz do kościoła, modlisz się, ale Twoje oczy sa ślepe.
Karmisz się perspektywą Zmartwychwstania, składasz zyczenia "Wesołych Świąt", ale to tylko coroczny rytuał. W Twojej duszy nadal będzie trwał Wielki Piątek, nawet w Niedzielę Zmartwychwstania... Bo Twoje oczy chcą byc ślepe, jak tych żołnierzy i kapłanów, którzy sami uwierzyli że "uczniowie wykradli ciało".
Dlatego nie składam Wam życzeń.  Jako życzenia- niech te słowa nie dotyczą Was. Otwórzcie oczy. Dziś, jutro, na zawsze.
13:27, loneliness77
Link Komentarze (3) »
wtorek, 23 marca 2010
Śpij aniołku
Czasem chciałabym sie kompletnie odciąć od wiadomości, dzienników i informacji ze świata. Przeraża mnie nieszczęście, ból, rozpacz. Sama- nie umiem sobie z tymi uczuciami poradzić, nawet jeśli są wywołane przez odległe zdarzenia. Ciężko zyć z poczuciem bezsilności.
W jeziorze zostaja znalezione zwłoki dziecka. Przyczyna śmierci- uraz jamy brzusznej. Od czterech dni policja apeluje czy ktokolwiek zna tego chłopczyka, czy ktoś zgłosił jego zaginięcie.
Boże, gdyby moje dziecko zginęło na cztery dni poruszyłabym niebo i ziemię, wszyscy wiedzieliby że moje dziecko zginęło, że je szukam. Jak to możliwe że czteroletnie dziecko, mały chłopczyk ginie i NIKT GO NIE SZUKA???????
Śpij w spokoju aniołku. Niech moje łzy oczyszczą Twoją drogę do nieba.
13:53, loneliness77
Link Komentarze (2) »
środa, 17 marca 2010
Jak w telenoweli
Nie sądziłam że przytrafi mi się coś, jak w telenowelach. Nie- medyczny temat ale muszę napisać bo mnie to boli.
Nie sądziłam że prześladowanie przez osobę z byłego związku (sprzed 6 lat!!!) się zdarza- otóż się zdarza. W niedzielę rano mój mąż odpalił kompa, włączył gg (mamy wspólne hasło z różnych powodów- nie mam nic do ukrycia) i wyskoczyło mu okienko ze szczegółowym opisem seksualnych czynności które mój były sprzed 6-ciu lat chciałby robić ze mną + skamlenie jak on o mnie marzy i tym podobne. Zupełnie  sie mężowi nie dziwię że się wściekł, sama byłam w szoku kiedy to przeczytałam, tym bardziej że wyglądało jakbym co najmniej wiedziała o co chodzi!
Jak na razie zablokowałam palanta. Mam nadzieje że na tym się skończy- skądinąd wiem że po alkoholu miewał tego rodzaju zachowania, utrzymywaliśmy SPORADYCZNY kontakt (na cześć- cześć) ostatnio zadawał mi kilka pytań odnośnie kostiumologii (ja się na tym znam, a on nie, wydawało mi się że zwykła odpowiedz na kilka pytań nie jest niczym złym). Nie zmienia to faktu że się teraz boję.
23:19, loneliness77
Link Komentarze (3) »
wtorek, 16 marca 2010
Empatia poszukiwana
Czasem trzeba się dwa razy zastanowić co się chce powiedzieć, aby nie mówić:
-do matki dziecka z miernie nasiloną żółtaczką noworodkową: "Pani zatruwa dziecko swoim pokarmem!"
- do matki dziecka z gorączką nieustalonego pochodzenia: "nie wiem co to jest, może białaczka; proszę zrobić badania i przyjść jutro z wynikiem"
Do tego nie trzeba warsztatów z efektywnej komunikacji z pacjentem. Wystarczy zwykła ludzka wrażliwość.
22:56, loneliness77
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8