Blog > Komentarze do wpisu
Degradacja
Są ludzie, którzy uważają ze lekarz, który rezygnuje z pracy w szpitalu na rzecz przychodni godzi się na swoistą degradację. Że lekarza w przychodni sie nie szanuje.
A mi taka praca sprawia przyjemność. Nie wiem tylko czy jest to kwestia tego że w szpitalu atmosfera jest fatalna, jest mobbing, wszyscy na siebie warczą, a w przychodni czuję się szanowana, szefowa rozmawia ze mna po partnersku i jest dobrym człowiekiem. Niewątpliwie ma to duże znaczenie.
Od siedmiu lat obserwuję degradację mojego szpitala. Siedem lat temu był oddział reanimacji dziecięcej, pracowało wielu dobrych specjalistów. W ciągu siedmiu lat szpital został sprowadzony do roli takiego zwykłego szpitalika powiatowego od leczenia biegunek i zapaleń płuc. wszystko co wymaga choć trochę zachodu- wysyła się do wyżej specjalistycznych ośrodków- a jeszcze siedem lat temu leczyło się naprawde ciężkie choroby, choćby dlatego że było zaplecze w postaci reanimacji! Dyrektor nie uznał za słuszne podtrzymywać tego oddziału, nie uznał za słuszne zatrzymać wielu dobrych specjalistów. w ciągu siedmiu lat odeszło wiecej niz połowa zespołu, dobrych specjalistów z nadspecjalizacjami- poszli w prywatne gabinety i do innych szpitali (dojeżdzaja po 40-50 km). Dyrektor nie uważa żeby szpitalowi stała się jakaś krzywda. Ci co zostali- nie chce im się juz czegokolwiek robić, nawet ze zwykłej ciekawości i dociekliwości. Nie ma pieniędzy, nie ma chęci, a diagnozę mozna przeciez wymyślic z kosmosu. Wydaje mi się ze w tej sytuacji odejście do przychodni juz nie jest degradacją. szczerze mówiąc- przez ostatnie dwa lata w przychodni miałam więcej "ciekawych przypadków" niż w szpitalu. I potrafię te dziweci wysłac prosto do kliniki, nie mam "fobii klinicznej"- i diagnostyka idzie szybciej. Omijam szpital tutejszy.
Trzy tygodnie temu po raz kolejny wypadł mi dysk- oczywiście po miesięcznej, koszmarnej awanturze z dyrektorem i lęku o zwolnienie z pracy (i zablokowanie specjalizacji). Mój ordynator i kierownik specjalizacji przyjął do wiadomości że ide na zwolnienie, nie pytając nawet jak się czuję. Moja szefowa z przychodni dzwoniła do mnie cztery razy dziennie jak się czuję- zreszta w ciagu kilku godzin zorganizowała mi pomoc, pielęgniarki, dostałam blokady (tak bolało że darłam się o morfinę.....)- byłam w szoku że mozna rowniez w ten sposób. Nie musiałam się martwic o druki zwolnienia, o recepty, o nic. Wszystko zostało przywiezione do domu. Taka to różnica w relacji z dwoma szefami- i chyba nie jest juz dziwne dlaczego podjęłam te decyzję (musze tylko jeszcze kilka miesięcy znieść duszną atmosferę szpitala z drobnymi złośliwościami na każdym kroku). Nie nazwałabym tez tej decyzji degradacją.

Szkoda tylko ze w międzyczasie kompletnie się zdekompensowałam psychicznie. 5 lat udało się wytrwać bez leków. Niestety- do konca kariery szpitalnej bez wsparcia farmakologicznego- nie dam rady.
środa, 26 stycznia 2011, loneliness77
Komentarze
Gość: vade mecum, dynamic-87-105-50-99.ssp.dialog.net.pl
2011/01/26 21:31:12
Praca jest taka jak Ty się w niej czujesz, to prawda i czy skupiasz się w niej na plusach czy minusach. Niezadowolony pracownik to mało efektywny pracownik. Jest taka fajna książka pt. "Jak być lepszym szefem" Pawła Fortuny i Małgorzaty Torój. Zawsze zastanawiałam się jak można by ją podsunąć szefowi, żeby było bez podtekstu:) Pozdrawiam i życzę powodzenia. Anna.
-
2011/01/26 22:31:04
Wysłać pocztą....... bez nadawcy :)
-
Gość: vade mecum, dynamic-78-8-63-167.ssp.dialog.net.pl
2011/01/27 13:24:27
Dobre:))) Tylko że ja nie cierpię takiej anonimowości. Pewne rzeczy trzeba umieć i mieć odwagę powiedzieć. Chodzi bardziej o dyplomację:)
-
Gość: sss, 89-79-30-228.dynamic.chello.pl
2011/01/31 09:48:32
wspanialy blog
-
2011/02/10 02:14:16
Trzymam kciuki i wiedząc, że dasz radę - się cieszę :)
-
Gość: Iwona S, 89-79-75-126.dynamic.chello.pl
2011/04/17 00:07:28
Witam,
poznałam Cię/Panią *nie jestem pewna której formuły użyć* ;) dopiero wczoraj, ale jest to dla mnie cenna "znajomość". Czytam notatki chronologiczne i na razie zaczęłam rok 2006, ale nie wytrzymałam i zajrzalam do ostatniej, by dowiedzieć się, co się dzieje teraz. Widzę, że "teraz" jest niezbyt aktualne. Mam nadzieję, że problemy zdrowotne masz/ma Pani już za sobą. Jednocześnie obawiam się, że chore relacje w pracy są nadal aktualne. Dylematy, wątpliwości, wrażliwość, których nie brakuje w tym blogu świadczą o tym, że dokonałaś/dokonała Pani właściwego wyboru zawodu. Niestety, nie mam pojęcia skąd można brać siły do walki z rzeczywistością. Trzymam kciuki, by znalazła Pani tę siłę w sobie. Pozdrawiam serdecznie,
Iwona S
-
Gość: Iwona S, 89-79-75-126.dynamic.chello.pl
2011/04/17 20:16:45
Już jestem tu i teraz.
Pozdrawiam gorąco i życzę ogromnej siły do zmagań z rzeczywistością.
Iwona S